- Co się dzieje, tato?! - warknęłam patrząc w jego stronę. Zerknął we wsteczne lusterko, aby na mnie spojrzeć.
- Nie daje sobie rady na tych drogach. Jest za niski - powiedział prawie z płaczem. No tak, nie daj Boże, aby stało się coś jego cudeńku.
Westchnęłam i potarłam nogę, ponieważ złapał mnie lekki skurcz w łydce.
- Sam chciałeś mnie tutaj przywieźć! Mogłam dojechać z Howie! Ale niee... Przecież by mnie zgwałcili, porwali, zabili od razu, prawda?!
- Rozmawialiśmy już na ten temat, Harver. Nie zaczynaj znowu, dobra? - odwrócił wzrok na wiejską drogę, którą akurat jechaliśmy.
Zaczynałam żałować, że w ogóle zgodziłam się na to wszystko. Chciałam tylko się dobrze bawić. A skończyłam na tym, że muszę się cieszyć zakończeniem szkoły u ciotki w zabitej dechami dziurze. Cudownie.
A mogłam jechać sama, prawda? Mogłam. Nie jestem już małą dziewczynką...
Tata wybronił się pretekstem, że chce się z nią zobaczyć. Jasne, ja wiem swoje.
Harver to moja przyjaciółka. Mamy być tam razem, więc czemu nie mogłam jechać z nią, JEJ NORMALNYM samochodem?
Prychnęłam i splotłam ramiona na klatce piersiowej. W tym właśnie momencie zapragnęłam znaleźć się we własnym pokoju i do końca życia tam pozostać.
Po chwili moim oczom ukazała się mała, brudna i zniszczona tabliczka z informacją, że jesteśmy już u celu. Samochód wolno wlókł się ulicą pełną dziur, a kiedy wjechał na ranczo ciotki ogarnęło mnie przerażenie. MAM TUTAJ MIESZKAĆ?! Jezusie, ratuj.
Przez otwarte okno do moich nozdrzy dotarł odór zwierząt i, co gorsza, ich odchodów. Cudownie. Jestem w piekle.
Tata przekręcił kluczyk, czym zgasił auto.
- Wyskakuj - uśmiechnął się do mnie, nie zważając na wyraz twarzy, którym go obdarowałam.
Odpięłam pasy i poprawiłam bluzkę. Z niemałym wahaniem opuściłam nogi, wysiadłam i troszkę za głośno zatrzasnęłam za sobą drzwi, ku przerażeniu taty.
- Weźmiesz moje rzeczy? - zapytałam go.
- Tak, ale zabierz coś ze sobą. Dziewczyno, nie wiem po co tyle tego zabrałaś - pokręcił głową.
- Nie ważne - wyciągnęłam z bagażnika najmniejsza torbę i ruszyłam w kierunku werandy, gdzie czekała już na mnie Howie i machała energicznie.
Stawiałam uważnie kroki, aby w nic nie wejść, co wywołało u wszystkich śmiech. Co w tym zabawnego?
Pokręciłam głową i po pokonaniu toru przeszkód z ulgą weszłam na schodki.
- Cześć skarbie - Howie od razu mnie objęła i cmoknęła w policzek. Upuściłam torbę i też ją przytuliłam. - Jak droga?
- A jak myślisz? - sarknęłam i odwróciłam się w stronę ciotki Anne, która wyszła mi i tacie na powitanie.
- Harver! Aleś ty wyrosła! - odezwała się swoim donośnym głosem, co zabrzmiało jakby krzyknęła.
Uśmiechnęłam się. Zmierzyłam od góry do dołu jej puszystą sylwetkę. Ty też.
- Miło cię widzieć - powiedziałam natomiast i uścisnęłam ją lekko. - Zaniosę moje rzeczy.
Ruszyłam w stronę wskazanego mi pokoju na piętrze, który miałam dzielić z przyjaciółką. Otworzyłam pomalowane zieloną farbą drzwi i po przekroczeniu progu rozejrzałam się.
Pomieszczenie było bardzo przytulne. Nie zdziwiło mnie to, bo cały dom ciotki był dość swojsko urządzony. Ściany zostały pokryte brązową farbą o jasnym odcieniu, a na drewnianej podłodze rozpostarty leżał gruby, żółty dywan. W kącie stały dwie duże szafy (chwała Ci, Boże!), pod oknami łóżka, a w pobliżu drzwi regał z książkami.
Rzuciłam moją torbę, a po chwili tata doniósł resztę rzeczy. Woah, nie sądziłam, że jest tego aż tak dużo! Może trochę przesadziłam no...
- Jadę już. Nie mam niestety czasu posiedzieć trochę - poinformował tato, pożegnał się ze mną i wyszedł z pokoju.
Zdmuchnęłam niesforny kosmyk z czoła i pozostawiając bagaże same sobie, wygrzebałam laptopa, aby upewnić się, że aby na pewno działa tutaj internet.
Odpaliłam system, a moim oczom ukazała się tapeta przedstawiająca mnie z Chrisem. To mój brat. Od czasu, kiedy rok temu się wyprowadził, nie widziałam się z nim. Brakowało mi naszych rozmów, jego towarzystwa, wszystkich spędzonych wspólnie chwil...
Odgoniłam te całe rozmyślanie.
Odczekałam chwilę i tańcząc w duchu taniec szczęścia uruchomiłam przeglądarkę internetową. Sprawdziłam najważniejsze portale, na których nic się nie działo, więc wyłączyłam laptopa i zajęłam się rozpakowywaniem.
Howie najwidoczniej poinformowała ciotkę, aby dała mi święty spokój, bo nie pojawiła się do tego czasu, aż nadeszła pora kolacji. Byłam już rozpakowana i lekko głodna, więc bez zbędnych protestów zeszłam do kuchni, aby zjeść to, co przygotowała.
~~*~~
Okeej, jest tak przeciętnie ;/
Nie mam siły pisać, jestem chora, ale już sobie obiecałam, że zrobię to dzisiaj, więc nie miałam innego wyjścia. Najwyżej napiszę coś jeszcze w tym tygodniu.
Jeśli ktoś nie wie, to jako postać głównej bohaterki wykorzystuję wizerunek Kylie Jenner :)
Można komentować, będzie mi miło ♥ hihi :)
