wtorek, 24 września 2013

Rozdział 1)

       Silnik samochodu zawodził głośno, przez co wyrwał mnie z błogosławionego snu. Lekko nieprzytomna rozejrzałam się po wnętrzu pojazdu i przetarłam zwiniętymi w pięści dłońmi oczy.
- Co się dzieje, tato?! - warknęłam patrząc w jego stronę. Zerknął we wsteczne lusterko, aby na mnie spojrzeć. 
- Nie daje sobie rady na tych drogach. Jest za niski - powiedział prawie z płaczem. No tak, nie daj Boże, aby stało się coś jego cudeńku. 
Westchnęłam i potarłam nogę, ponieważ złapał mnie lekki skurcz w łydce. 
- Sam chciałeś mnie tutaj przywieźć! Mogłam dojechać z Howie! Ale niee... Przecież by mnie zgwałcili, porwali, zabili od razu, prawda?!
- Rozmawialiśmy już na ten temat, Harver. Nie zaczynaj znowu, dobra? - odwrócił wzrok na wiejską drogę, którą akurat jechaliśmy.
Zaczynałam żałować, że w ogóle zgodziłam się na to wszystko. Chciałam tylko się dobrze bawić. A skończyłam na tym, że muszę się cieszyć zakończeniem szkoły u ciotki w zabitej dechami dziurze. Cudownie. 
A mogłam jechać sama, prawda? Mogłam. Nie jestem już małą dziewczynką...
Tata wybronił się pretekstem, że chce się z nią zobaczyć. Jasne, ja wiem swoje. 
Harver to moja przyjaciółka. Mamy być tam razem, więc czemu nie mogłam jechać z nią, JEJ NORMALNYM samochodem?
Prychnęłam i splotłam ramiona na klatce piersiowej. W tym właśnie momencie zapragnęłam znaleźć się we własnym pokoju i do końca życia tam pozostać.
Po chwili moim oczom ukazała się mała, brudna i zniszczona tabliczka z informacją, że jesteśmy już u celu. Samochód wolno wlókł się ulicą pełną dziur, a kiedy wjechał na ranczo ciotki ogarnęło mnie przerażenie. MAM TUTAJ MIESZKAĆ?! Jezusie, ratuj. 
Przez otwarte okno do moich nozdrzy dotarł odór zwierząt i, co gorsza, ich odchodów. Cudownie. Jestem w piekle. 
Tata przekręcił kluczyk, czym zgasił auto.
- Wyskakuj - uśmiechnął się do mnie, nie zważając na wyraz twarzy, którym go obdarowałam. 
Odpięłam pasy i poprawiłam bluzkę. Z niemałym wahaniem opuściłam nogi, wysiadłam i troszkę za głośno zatrzasnęłam za sobą drzwi, ku przerażeniu taty. 
- Weźmiesz moje rzeczy? - zapytałam go.
- Tak, ale zabierz coś ze sobą. Dziewczyno, nie wiem po co tyle tego zabrałaś - pokręcił głową.
- Nie ważne - wyciągnęłam z bagażnika najmniejsza torbę i ruszyłam w kierunku werandy, gdzie czekała już na mnie Howie i machała energicznie.
Stawiałam uważnie kroki, aby w nic nie wejść, co wywołało u wszystkich śmiech. Co w tym zabawnego?
Pokręciłam głową i po pokonaniu toru przeszkód z ulgą weszłam na schodki. 
- Cześć skarbie - Howie od razu mnie objęła i cmoknęła w policzek. Upuściłam torbę i też ją przytuliłam. -  Jak droga? 
- A jak myślisz? - sarknęłam i odwróciłam się w stronę ciotki Anne, która wyszła mi i tacie na powitanie.
- Harver! Aleś ty wyrosła! - odezwała się swoim donośnym głosem, co zabrzmiało jakby krzyknęła.
Uśmiechnęłam się. Zmierzyłam od góry do dołu jej puszystą sylwetkę. Ty też. 
- Miło cię widzieć - powiedziałam natomiast i uścisnęłam ją lekko. - Zaniosę moje rzeczy.
Ruszyłam w stronę wskazanego mi pokoju na piętrze, który miałam dzielić z przyjaciółką. Otworzyłam pomalowane zieloną farbą drzwi i po przekroczeniu progu rozejrzałam się. 
Pomieszczenie było bardzo przytulne. Nie zdziwiło mnie to, bo cały dom ciotki był dość swojsko urządzony.  Ściany zostały pokryte brązową farbą o jasnym odcieniu, a na drewnianej podłodze rozpostarty leżał gruby, żółty dywan. W kącie stały dwie duże szafy (chwała Ci, Boże!), pod oknami łóżka, a w pobliżu drzwi regał z książkami.
Rzuciłam moją torbę, a po chwili tata doniósł resztę rzeczy. Woah, nie sądziłam, że jest tego aż tak dużo! Może trochę przesadziłam no... 
- Jadę już. Nie mam niestety czasu posiedzieć trochę - poinformował tato, pożegnał się ze mną i wyszedł z pokoju. 
Zdmuchnęłam niesforny kosmyk z czoła i pozostawiając bagaże same sobie, wygrzebałam laptopa, aby upewnić się, że aby na pewno działa tutaj internet.
Odpaliłam system, a moim oczom ukazała się tapeta przedstawiająca mnie z Chrisem. To mój brat. Od czasu, kiedy rok temu się wyprowadził, nie widziałam się z nim. Brakowało mi naszych rozmów, jego towarzystwa, wszystkich spędzonych wspólnie chwil...


Odgoniłam te całe rozmyślanie.
Odczekałam chwilę i tańcząc w duchu taniec szczęścia uruchomiłam przeglądarkę internetową. Sprawdziłam najważniejsze portale, na których nic się nie działo, więc wyłączyłam laptopa i zajęłam się rozpakowywaniem. 
Howie najwidoczniej poinformowała ciotkę, aby dała mi święty spokój, bo nie pojawiła się do tego czasu, aż nadeszła pora kolacji. Byłam już rozpakowana i lekko głodna, więc bez zbędnych protestów zeszłam do kuchni, aby zjeść to, co przygotowała. 


~~*~~

Okeej, jest tak przeciętnie ;/
Nie mam siły pisać, jestem chora, ale już sobie obiecałam, że zrobię to dzisiaj, więc nie miałam innego wyjścia. Najwyżej napiszę coś jeszcze w tym tygodniu. 
Jeśli ktoś nie wie, to jako postać głównej bohaterki wykorzystuję wizerunek Kylie Jenner :) 
Można komentować, będzie mi miło ♥ hihi :) 

Poznajmy się? :)

Mam na imię Olga...
Nie jest to mój pierwszy blog, lecz nie doszłam nigdy do perfekcji, więc szybko rezygnowałam z poprzednich opowiadań. Mam nadzieję, że tym razem będzie jednak inaczej :) 
Jestem Belieber, więc zamieszczona tutaj historia z wiadomych powodów będzie o Justinie Bieberze. Postanowiłam przedstawić JB nie jako gwiazdora, za którym szaleją miliony ludzi, tylko od tak, zwykłego, nieznanego przez świat człowieka. Jest to trochę trudniejsze i właśnie dlatego napiszę to wszystko w ten sposób. 
Szczerze, to jest spontan, ponieważ mam tylko ogólną koncepcję wszystkiego i zobaczę co wyjdzie :) Rozdziały będą pisane w miarę moich możliwości, a jestem u babci, także mam ograniczenie na komputer, aby "nie psuć sobie oczu". 
Postaram się dodawać minimum jeden post na tydzień, może dwa, zobaczę jak to się potoczy.
Pewnie nieliczni to przeczytają, ale OK. Coś tam napisałam, z grubsza wstęp zrobiłam, mogę pisać już normalnie opowiadanie :) 
Pzdr. ♥